środa, 24 października 2012

“Reconcile, but it's not the end of trouble.”



“Reconcile, but it's not the end of trouble.”

Drzwi otworzył mi Rocky, który zaprosił mnie do środka. Najwidoczniej nie wiedział o co chodzi.
- Jesteś Maja! – krzyknęła Rydel. – Ross! Chodź tutaj! Masz gościa.
- Jesteś pewna ż eto dobry pomysł? –spytałam z pogardą.
- A jak inaczej chcesz to załatwić. – usłyszałam w odpowiedzi.
Ze schodów zszedł blondyn, nieco zdezorientowany.
- O co chodzi? – spytał siostry nie patrząc na mnie.
- Musisz z kimś koniecznie porozmawiać. – powiedziała do niego niczym matka.
- Aha, to ty. – mruknął do mnie, tylko się lekko uśmiechnęłam.
-To my was zostawimy. –powiedziała Rydel i poszła wraz z Rocky’m na górę.
Przez około 10 minut nikt z nas się nie odezwał. On bawił się telefonem, a ja wpatrywałam się w ścianę. W końcu odważyłam się odezwać.
- Czy wytłumaczysz mi dlaczego mnie unikasz, a jak mnie już zobaczysz to mnie ignorujesz?
- Ja cię nie unikam, po prostu znalazłaś sobie kogo innego i postanowiłem dać ci spokój.
- Mówisz o Johnie? To tylko nowy z klasy. Przyczepił się do mnie i cały czas chce się ze mną zaprzyjaźnić. Jak teraz do was szłam chciał mnie odprowadzić, ale dla ciebie powiedziałam mu żeby dał mi spokój!
- Zrobiłaś to dla mnie?
- Nie, zrobiłam to dla nas. – uśmiechnęłam się a on mnie przytulił. Od dawna mnie nie przytulał.
- Naprawdę przepraszam cię. – powiedział.
- Ty mnie? Nie masz za co! To moja wina. Nie poczekałam wtedy na ciebie a on się do mnie przyczepił, on naprawdę mnie denerwuje!
Przez cały wieczór rozmawialiśmy. Cieszyłam się że nareszcie się pogodziliśmy. O 22 wróciłam do domu, byłam tak rozradowana, że nie zwróciłam uwagi na Johna, który stał przed moim domem. Pomyślałam że powinnam go przeprosić, ale przypomniałam sobie że to nie ja powinnam go przeprosić, tylko on mnie.
- Co ty tu robisz? – spytałam udając zdziwioną.
- Chciałem cię przeprosić za to że byłem taki natrętny, nie powinienem wtrącać się w twoje życie. – zaczął mówić.
- To ja przepraszam za to jak potraktowałam cię wcześniej. – uśmiechnęłam się, a on przysunął się do mnie i mnie objął. Nie wiedziałam co się dzieje, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie ż pogodziłam się z blondynem i nie chcę go znów stracić. Wywinęłam się z jego objęcia i bez pożegnania pobiegłam do domu. Byłam zadowolona z tego co przed chwilą zrobiłam. Nie mogłabym okłamywać Rossa.
Następnego dnia w szkole zauważyłam chłopaka kierującego się w moją stronę, był to John. Nie wiedziałam czy ucieka czy wytłumaczyć mu moje zachowanie.
- Cześć Maja, co się wczoraj z tobą stało? – spytał.
- No bo widzisz eeee… Jak powiedziałam ci wczoraj że idę do koleżanki, to nie poszłam do niej tylko do... hmmmm… No jak ci to powiedzieć… Ja mam chłopaka, i było mi niezręcznie z tą cała sytuacją wczoraj. Przeprasza. – odeszłam, ale czułam się dziwnie że go okłamałam, tylko co mam powiedzieć Rossowi. Może po prostu John da sobie spokój i się ode mnie odczepi.
Po lekcjach wróciłam do domu i zadzwoniłam do Rossa nie odbierał, czyżby znów się na mnie obraził? To raczej nie możliwe. Po kilku minutach oddzwonił, umówiłam się z nim na spotkanie w parku.
Poszłam tam i czekałam jak zwykle pech! Zobaczyłam Johna, czy to jakieś przeznaczenie? Ale mnie nie wiedział szedł z jakąś dziewczyną, ucieszył mnie ten widok, bo nareszcie da mi spokój. Może. Zjawił się Ross i na powitanie pocałował mnie w policzek i mocno przytulił, mam nadzieję że widział to John.
- To co się stało? – spytał zdyszany.
- Co? A nic, nie tak tylko chciałam się spotkać. No wiesz Ne gadaliśmy ze sobą jakieś 2 tygodnie.
- Ile? Nie to chyba tylko 2 dni. – zaczął się śmiać, a ja jeszcze raz go przytuliłam. Zobaczyłam kto Idze do nas. Był to John ale już sam. Nie wiedziałam co mam zrobić, a jeżeli zapyta się o Rossa?
- Cześć Maja! – krzyknął, a ja mi pomachałam skrzywiona.
- Kto to? - spytał zaciekawiony Ross.
 - To jest ten twój chłopak tak? – spytał od razu.
- Kto?! O co ci chodzi my się tylko przyjaźnimy. – krzyknął Ross.
- To zdradzasz swojego chłopaka, z nim? – spytał dziwnie zaskoczony John.
- Co?! To ty masz chłopaka? – krzyknął Ross.
Nie dali mi dojść do słowa kręciło mi się w głowie. Usiadłam na ławce i załamałam ręce.
***
Hoho, jest już 9 rozdział przy 10 święto! Dziękuję za czytanie, i za obronę przed ta osoba która nie lubi Rossa, może my lubimy a ona nie musi. Nie zwracajcie na nią uwagi!
Jeszce raz dziękuje! Pozdrawiam, i proszę o więcej komentarzy...

5 komentarzy:

  1. Świetny rozdział ;D.
    Zapraszam też do mnie www.bettertogether.crazylife.pl ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. cały czas czytam twojego :) kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  3. :) jutro dodam nowy na pewno ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział! Zapraszam też do mnie:
    austin-story-ally.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki ze dodajecie tyle komentarzy to ja pies99 pisze iPoda a tutaj nie jestem zalogowana dziękuje jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń